środa, 11 lipca 2012

"KAKOFONIA" - C Z Ł O W I E K A

Afirmacja myślowa - logika zdaniowa,
Operacja myślowa na zakresie " pojęć".
Głupota, nieuctwo niżej "horyzontu",
Zawęża świadomość, do słowa - "dyskontu".


"Dysertanckie" pozy , tudzież sensualizm,
Osiadłszy na mule, tam gdzie jest? "pluralizm",
Niczym w żabim "skrzeku", czarne miejsca znaczy,
Sumienie i umysł na wylot partaczy.


Intencjonalność myślenia , krańcowość holizmu,
Utracenie Wiary z resztek humanizmu,
Prowadzi na pola - pustce przypisanych,
W egzystencjaliźmie? - przed Bogiem stawianych.


Gdzież utylitaryzm, gdzież monizm Spinozy,
Gdzież wiara, że wola? - dochodzi przestworzy,
Eudajmonizm w działaniu? - czy  też "władza"?,        
Która w swoim bycie? - sama się "nasadza".


Czemu tak zawile? - wszak problem jest taki,
Że Rząd sam się rządzi, nam? - dając we znaki.
Pokazując ciągle wszak szyld demokracji,
Pożera on wszystko - paszczą  biurokracji.            


Cały sens w działaniu? - nie jest empiryczny,
Trudno by też szukać?, że jest - dialektyczny.
"Deizm" Spartakusa, "poległ" w altruizmie,
Poza kręgiem tego? - co by miał w Ojczyźnie.


Gdzież w tej plątaninie, jest ludzka nadzieja?,
Zdobiąca mu Duszę, niczym orchidea.
Gdzież ma szukać sensu, swego człowieczeństwa,
Gdy go Zycie zwodzi, na pola błazeństwa?.


Każdy dostał jedną, szansę? - bez rachunku,
Z wiatrem w jedną stronę, pełnym takielunku.
I byłby szczęśliwy, płynąc do przystani,
Gdyby nie ci ludzie, których zwiemy? - "cwani"!.


Czyżby więc sięganie, po "absolut" Życia,
Było dla Człowieka, czekiem bez pokrycia?
Człowiek zgnębił Ziemię i siebie - samego,
Dostanie po śmierci, pytanie?! - DLACZEGO?


Znów pójdzie w "zaparte"?!, że dał się "im" zwieść?,
Że mu los "podmienili"? - więc go musiał nieść.
Na nic scholastyka i mistycyzm w Duszy,
Sumienie już czasu i Boga nie wzruszy.


Starając się wesprzeć swą duchowość w ciele,
Zakręciłem język, może nazbyt wiele.
Myślę , więc i jestem - na miarę Człowieka,
Życie mi "zostaje", a za mną? - "ucieka".

DLA MEGO O J C A

"Wiem, że nic nie wiem" - ani pytanie?, ani stwierdzenie.
Przez wzgląd na datę dnia dzisiejszego - to "przesilenie",
Które przez Duszę moją przechodząc, się zatrzymuje.
Wiem, to wiem!, że dziś? - za to Jemu? -  ja podziękuję.

Dwudziesty trzeci, dwudziesty czwarty dzień czerwcowy,
Noc Świętojańska, Dzień Przytulania, Imieninowy.
W tym pięknym splocie? - jeszcze Dzień Ojca wkomponowany
I obraz Świata - "młodego Świata" - dosyć zamglony.

Jestem dziś starszy - niż? - kiedyś?, kiedyś?! Ojciec mój był,
To lata "świetlne" mojego Życia i On ? - w nich - żył.
Pamięć Go widzi, Serce czuje, zaś w oczach? - łza,
Czas ciągle pędzi, kosmos wiruje, a ona? - trwa.

Wiem, że zostanie, odejść? - nie może , wspólny nasz los
I ten zza grobu, lecz jakże znany dla Serca - głos.
Pamieć go chwyta w swoje ramiona i obraz tka,
Od niepamiętnej mojej młodości - do dzisiaj - zna.

Świat dla odmiany, ciągle się zmienia i prze do przodu,
Chowając stare i rodząc nowe - bez oporu.
Tylko w człowieku pamięć zostaje, na całe Życie
I w nekrologu chowa nadzieję, że? - go wspomnicie.

Wspominam Ojca, wspominać będę, modlitwą swa,
To dzięki niemu, ja tutaj jestem i tak mnie zwą.
Na wodzie wianek z Twoim Imieniem, tam? - gdzie Prut mknie,
On chyba więcej, o Tobie, Dziadkach - ode mnie wie.

24.06.2012

poniedziałek, 9 lipca 2012

WSPÓLNA R A D O Ś Ć

Bywa, że płacz,  aż?! -  śmiechem drwi,
Przed sercem też zamyka drzwi
I wodzi nas po skalnym dnie,
W otwartych oczach i we śnie.


Więc dokąd trzeba? - żałość nieść?
Aby podjęła smutną pieśń.
Rozterka nam, nie wskaże drzwi,
Nie powie też - gdzie ona śpi.


Wylany płacz, przez gorzkie łzy,
To nie jest stół - karcianej gry.
Ironia drwi i kradnie czas,
Ten, który kiedyś mieszkał w nas.


Żałość zatacza - własny "krąg",
Na stronach Życia, oraz ksiąg.
Ona nas broni, przed tym złem,
Co go zamyka słowo - "wiem".


A gdy przyniesie  - słowo - "gdy?,
Jak wiatr co znosi ranne mgły.
Gdy usłyszymy również - "czy"?,
Mamy nadzieję -  wtedy? - "my"


Budować wspólny - razem Świat,
Nie zliczać nawet? - przykrych lat.
Gdyż wspólna radość naszych dni,
Nam się po nocach - pięknie śni śni.









poniedziałek, 2 lipca 2012

Z A K L Ę C I E

Masz chęć?, więc spróbuj w siebie "wejść",
W Świat -  który ma wiele "przejść".          
To Świat? - "skrojony" na Twój styl,
Z  różnych momentów, oraz chwil?.


To Świat? - gdzie Dusza władzę ma
I tam? -  się toczy się o nią - gra.      
Też w nim? - Twe Serce bije wciąż,
Jest też -  wygnany z Raju wąż.


To w nim? - muzyka Duszy  - gra,
Raz jazz, albo też na dwa pa.
W nim? - Twoja "intymność" - śni,
W radości -  aż? -  po gorzkie łzy.


To w nim? - czas liczy swoje dni,
Nad ranem - podkrada nasze sny.
To w nim - "komnaty" pamięć ma,
Choć też? - nie wszystkie hasła zna.


Gdy już? - odbędziesz "spacer" w nim,
To znacz, gdzie byłeś w miejscu złym.
By móc ominąć miejsca te,
Po których los nas wodzić chce.


Twój własny Świat, by Rajem był,
Gdyby Ci tak - starczyło sił,
Byś bronił go - przed każdym złem,
Wymów zaklęcie - po prostu - "chcę".
















































czwartek, 21 czerwca 2012

M Y Ś L I i DŁONIE

Są w słowach myśli, gdzieś schowane,
Których się dotknąć? - nie odważę.
Wzrok ich nie sięga, sen się droczy,
Czekam "wyroczni", aż je wskaże.


Szukać ich w miejscach? - gdzie "pomroczność"?,
Urządza swoje ciemne bale?!.
Chcą dopowiadać - moje żale?,
"Wyrocznia" szepcze;  nie wierz wcale.


To jest jaskinia "zgryzot" Świata,
Ma wielką siłę przyciągania.
Raz się odważysz - twoja wola?,
Dostaniesz "pręgierz" - powracania.


Jestem jak "skoczek" na powierzchni,
Choć pod nim głębia? - to nie tonie.
Wsparty na tafli gładkiej wody,
Tak ja na myślach? - "kładę" dłonie.


To one-  piszą moje słowa,
Więc mają jakby? -  "ruch" końcowy.
Nie ważne, ile ich przepłynie,
Przez umysł własnej, mojej - głowy.


Nie mając w rękach , żadnej "władzy",
Dajemy siebie ? - do otchłani.
Gubimy wolę, brniemy w niemoc,
A tam? - brak portu i przystani.


Mógłbym się parać w mym pisaniu,
Opisem tego co widzimy,
Lecz wnętrze ludzkie? - "dziwaczniejsze".
Nim wokół siebie? - Świat łudzimy.


Nie znając granic, możliwości,
Człowiek się boi swoich myśli.
Czasem je można spotkać w sobie,
Gdy sen upiorny  - nam się przyśni.









piątek, 15 czerwca 2012

CO BYM Z R O B I Ł?..

Nie wiedziałem, wiedziałem?! - nie wiedziałem,
Ale wiedzieć też nie chciałem? - chyba sam?!.
Czemu Dusza się smuci, gdy Kocha,
Czyżby bała otwarcia się - bram?


Ja się bałem, bałem się?! - ja się bałem,
Że ma bojaźń? , przezwycięży też i  mnie,
Że zabierze mą deskę ratunku,
Którą płynąć przez morze ja chcę.


Oddaliłem, wydałem?! - oddaliłem,
Wszystkie lęki, bojaźnie i też strach.
Nie myślałem, że może  wrócić?,
Wyrzucony na śmietnik raz łach.


Teraz wiem już ,już  na pewno?! - to już wiem,
To wszystko? - nie odeszło - wcale nie!
Jeszcze skorzej,bardziej ochoczo,
Weszło we mnie, bezdusznie - mnie ssie!..


Gdybym ja mógł, a mógłbym?! - gdybym  mógł ja,
Taką Duszę w kochaniu? - uchwycić ?!.
Co bym zrobił?!. Przytulił  mocno,
 Ale? - nie wiem, bałbym się?!  - udusić. 









sobota, 9 czerwca 2012

KIEDY M I Ł O Ś Ć PRZYCHODZI ?

Spójrz do góry  na Niebo - zrób mu ręką  znak,  
Może da Ci odpowiedź, byś wiedziała jak?,    
Jak obudzić swą Miłość, która w Sercu  śpi,   
Jak jej podać też rękę, by nie budzić sny.  


Czy by?, aby?, na pewno? -  pytania chcesz znać?,  
Może jeszcze za wcześnie, byś nie mogła spać.  
Jeśli uznasz, że trzeba, bo  Serce też chce,   
Zdaj się na jego wolę, ono zawsze  wie.   


Sny wymkną się nocą, zostaną na Niebie,    
Będą szukać gwiazdy, która jest dla Ciebie   
I zbierać marzenia , na łąkach nadziei,  
Które potem w całość, Twoja Miłość sklei.  


Usłyszysz melodię, którą Dusza śpiewa,  
Poczujesz tęsknotę , która ją zalewa..  
Wyobraźnia stworzy, pole do kochania, 
Ale nie zapomni? -  o bólach czekania.. 


Zacznie się przelewać, przez twe całe ciało 
Dokąd też nie trafi? - będzie jej za mało.  
Będzie budzić nocą w maglinie spocenia,
Nie żałować siły? - nawet do stracenia.  


Miłość to jak łąka, pokryta kwiatami,
Która tworzy spójność razem z motylami.
Lecz skoszona ? - więdnie razem z łodygami,
Odsłaniając kopce i gniazda z osami.









MOJE SPOJRZENIE? - od - D O Ł U

Choć mi się nie chce, ale? - "zechce",
Bo mnie to chcenie nisko łechce,
I bym się nawet tym nie dziwił,
Dopókim głowy swej nie schylił.


Ujrzałem w oczach swoich rzeczy,
Których "potrzeba? -  sobie przeczy.
Bo mając oczy niżej pasa,
Ujrzałem tudzież? - love`lasa.


Nie będę z góry opisywał
I na niuansach zatrzymywał.
Wszak to dwa "światy", dwa spojrzenia,
A jeden "orzech" do zgryzienia.


Ma w sobie człowiek? - rzeczy - różne,
Owalne, szersze  i podłużne.
Dziwne złączenia, twarde kości
I dużą dupę, co się "mości".


Każda rzecz niby?, jest potrzebna,
Ale jak chora? - to już - wredna.
Czasem w dwójnasób swoje czyni,
Lecz raczej częściej? - się leniwi.


Jest jedna głowa? - dwie - półkule,
Nie myśl?, że wszystko "myślą" - czule.
Każda jest inna, co do tego,
We dwie zaś zrobią? -  z nas - "głupiego".


Mając zaś jedną? - odmóżdżoną,
Dobrym olejem - napełnioną.
Znikły by z głowy? - "dylematy",
Człowiek by zawsze? - był "kumaty"


Dwie dziurki w nosie, palce u nóg?
I tyle włosów, co siana stóg.
Są dwa pośladki, a tu? -  ten kram,
Nie dość, że nie dość? - to jeszcze sam.


Znowu się schylam - mam dwa oka,
Patrzą przez 3D, niczym sroka.
Widza podwójnie? - ależ skąd,
Tu anatomii?! - jest straszny błąd..


Mam swą teorię - swoje tezy,
Które wracają do genezy.
Że homo sapiens - cud natury,
 Na pewne rzeczy? patrzy z "góry". 









czwartek, 7 czerwca 2012

MOJA M Ł O D O Ś Ć i ŻABY

Przyznam się szczerze - raz - byłem młody,
Do dziś rozgryzam, tego powody.
Z moich wyliczeń? - wychodzi jedno,
Że raz nim byłem i to jest? - " pewno".


Komuś innemu? - wyszło inaczej?,
Niech mi nie wkurza - Duszy "kozaczej".
Bo gotów jestem? - nie zdzierżyć tego,
Może być przykre?, także dla niego.


Cóż można zrobić z jedną młodością?,
Zakochać - umrzeć, zranić miłością?.
Do tego jeszcze czas się wciąż plątał
I gdzie bym nie był? - zawsze podglądał.


Co z tego wyszło? - byłem nieśmiały,
O czym też żaby? -  wciąż  rechotały.
Do stawu blisko - więc je słyszałem,
Taką opinię do Serca brałem.


Do dziś zostało? - moje gdybanie,
Czy była Miłość?, czy też kochanie.
Cokolwiek było?- było nieśmiałe
I zostawiło? -  mi wielką " Chałę".


Gdybym to wiedział? - co dzisiaj wiem,
Że najpierw kromka, a później - dżem!.
A ja ? - bez chleba i zawsze głodny
I jak tu człowiek? - miał być? - "rozmowny".


Dzisiaj siwizna - nerwy  pod skórą,
Gotowe zająć się każdą burą.
Tylko te oczy  - ciągle - "ciekawe", 
Że tam powrócę i "coś"? -  poprawię


Gdyby tak były? - przynajmniej? - dwie,
To Bóg mi świadkiem! -  i kto to wie?!.
A mając jedną? - jeszcze ją schrzanię?,
To jakie dzisiaj miałbym "pytanie"??





wtorek, 5 czerwca 2012

DOPÓKI MAŁA ? - NASZA chwila

Przychodzi "chwila" - malutka, mała,
Jakby się schować w sobie chciała.
Niepostrzeżenie  rośnie w sobie,
Jakby przed nosem - mnie i Tobie.


Nieświadom jeszcze jaj znaczenia,
Robimy przytyk, od niechcenia,
Że owszem, coś tam, nic takiego,
Przecież nie tyczy z nas żadnego.


Chodzimy "bokiem", nie patrzymy,
Kłopotu sobie nie robimy.
Zaś  chwila rośnie i tężeje,
Może i w sobie?  - już się śmieje?.


Dopóki więc nam nie przeszkadza ,
I swym "obszarem"? - nie zawadza,
Jesteśmy skłonni dać jej fory.
Chociaż? -  już "wygląd" ma dość spory.


Przyzwyczajamy swoje "ego",
Że wokół "żyje" coś innego.
Nie pomni jeszcze zagrożenia
I możliwości jej spełnienia.


Gdzie jest granica przekroczenia?,
Na której myśl się nasza zmienia,
Że nam ta chwila już uwiera?,
Że ona swoje żniwo zbiera?.


Jest. Gdy już jej sami nie radzimy,
Gdy ją się spotkać też boimy.
Gdy nas już dręczy, sen zabiera
I byt swój czerpie jak? - Chimera.


Gdyby tak wcześniej ją docenić?,
To moglibyśmy w niej coś zmienić.
Sami, jak mówią? - od niechcenia,
Dawno by poszła - w zapomnienia.








niedziela, 3 czerwca 2012

DROGA Ż Y C I O W A

Stojąc na Drodze Życiowej,
Dokonujemy? - wyboru.
Czy zdobędziemy w niej szczyty,
Czy raczej? -  ścieżkę "oporu".


Droga ? - słoneczna, szeroka,
Równa, usłana mostami,
A obok? - ścieżka wąziutka,
Którą się mierzy? - krokami.


Czy wszystko zależy od nas?,
Wszak mamy "pole" wyboru.
Tak by się mogło wydawać,
Lecz tu jest? -  początek sporu.


Ktoś dawno wymyślił pieniądz,
Podobno to Fenicjanie.
Bez niego, moi kochani?,
Nic się już w Życiu -  nie stanie.


Początek Życia zależy,
Od "woli" Ojca i Matki.
To dla nich Wasze poczęcie,
Tworzy już przyszłe wydatki.


W Waszym niebycie -  więc Życie,
Już miało wartość pieniądza.
Dzisiaj na Drodze Życiowej,
Jest znakiem - znaczy ją "żądza".


Jeżeli nie czytasz "znaków"?,
Strażnik? -  zamyka Ci szlaban.
Cóż wtedy? - ścieżka, piechota,
Na plecach jeszcze - taraban.


Jesteś w "szpalerze straceńców",
W taraban "biją" - przypadki.
Przyjmujesz cięgi "życiowe",
Na oczach jeszcze są klapki.













sobota, 2 czerwca 2012

SENNA J A W A

Rozkołysać i uśpić się dałem,
Abym poznał? - gdzie senny jest Świat.
Chciałem sobie i innym - ustalić,
Czy dla jawy, ten senny - jest Brat?.


Trudno spisać - czym sen jest w istocie,
Jaki zwiastun przywodzi go nam?.
Drugi Świat? - może trzeci wplątany?,
Bez strażników - u Niebiańskich Bram.


Ktoś go tworzy i nam go oddaje?,
Czy też rodzi w umyśle się  - sam?.
Jawa marzeń tam drogę zgubiła,
Tu pytanie? - czy umysł swój - znam?.


Czemu pamięć , tak krótką - sny mają?,
Kto je zbiera i chowa i gdzie?
Czyż  się pamięć obawia o siebie?,
Czy na pewno i wiedzieć - też chce?


Ileż pytań? - się w jaźni - skłębiło,
Ileż dróg pogubiło też swych?.
Czy spotkają się wszystkie u bramy,
Która strzeże za sobą - snów mych?


Senna jawa - przechodzi? -  w uśpienie,
Zabierając do wnętrza i mnie.
W dalszym ciągu tych pytań zostaje,
Jak?, dlaczego? i po co? - kto wie?.


         

GÓRA M A R Z E Ń

Usypałbym z marzeń Górę,
Abyś na nią? - mogła wejść
I z tej góry, już na skrzydłąch,
Aż do samych! - Gwiazd sie wznieść.


Usypałbym Górę z pereł,
Abyś na nią ? - mogła wejść.
A ja? - jako błędny rycerz,
Mógłbym z Góry?- Ciebie znieść.

Usypałbym Górę z róży,
Abyś do niej? - mogła wejść.
Z drżącym sercem na to czekam,
Aby pierścień do niej wnieść.

Położyłbym go przed Tronem,
Na którym byś? -  była Ty,
By marzenie się spełniło,
Nie dreczyło? -  moje sny.

Zabrałbym Cię do karety,
Zaprzężonej w konny wiatr
I po trzykroć bym okrążył,
Razem z Tobą? - cały Świat.


A przed nami ? - leśne Elfy,
Płatki róży słały by.
Ptaki leśne zaś skrzydłami,
Rozwiewały gęste mgły.


Utkałbym Ci z moich marzeń,
Piękny dywan - aż?  - do Gwiazd,
Byś stąpała po nich boso,
Podziwiała z góry - Świat.


Ach marzenia! - me marzenia?!,
Gnębią Duszę - palą zmysł,
Ale?  - gdyby ich nie było?, 
Urok Zycia? -  by mi - prysł.

M O T Y L i K W I A T

Wśód lasów - na polanie,
Cudowny rośnie kwiat
I na nim - cichuteńko,
Też piękny motyl siadł.


Rozłożył swoje skrzydła,
Oddając mu swój cień,
Gdyż Słońce na bezchmurnym, 
Promienie słało weń.

Zamierzł spić tą słodycz,
Co kwiatek w sobie miał
I czuł na swojej ssawce,
Że kwiatek? - bardzo drżał.

Gdy ssawkę swą zanurzył,
To poczuł ten sam dreszcz.
Bajeczne  wręcz  uczucie ,
Więc przyssał się? - jak kleszcz.


Zazdrosny leśny wietrzyk,
Motyla zrzucić chciał.
Podmuchem z kazdej strony,
Pod skrzydła mocno wiał.

Motyla? - kwiat osłonił,
Płatkami kryjąc go.
Wiatr gwizdnął - ja skończyłem,
Gdyż pisać? - nie ma co.
 



.



piątek, 1 czerwca 2012

ZAŚPIEWAJ mi Z A Ś P I E W A J...

Zaśpiewaj mi zaśpiewaj - zaśpiewaj mi,
To? - o czym umiesz śpiewać - najlepiej Ty.
Bo w Twoim - tym śpiewaniu , ma Dusza śni,
O tym, co spija dzisiaj, jej gorzkie łzy.


Zaśpiewaj mi, zaśpiewaj - ten Serca żal,
Że Miłość opuściła dawno nasz - "bal".
Została mi samotność i pusty żal,
Choć tłumy wypełniały - wciąż wiele sal.


Pamiętam tą melodię - jak skrzypek grał,
Na cienkiej  strunie smykiem Serce mi rwał.
Kontrabas w niskich tonach - aż jękiem drżał,
Jakby się o me Serce? -  też bardzo bał.


Melodia ją żegnała -lecz brakło słów,
A Ty je swoim śpiewem obudzasz znów.
Na Sercu rana cięta i  płynie krew,
A ja wciąż od Miłości słyszę jej zew.


Mówiły mi o Tobie - też moje sny,
Prosiły byś śpiewała im właśnie Ty.
Wierzę, że Twoje słowa mają też dar,
Że wróci choć na chwilę - ten "balu" czar. 


Zaśpiewaj mi tęsknoto - zaśpiewaj mi,
Jak w samotności płyną te moje dni.
Jak oczy wypatrują ze mną tą dal,
Gdzie wraz z Miłością zginął także Twój - żal.