Tam?! - gdzie rosły wierzby nad strumykiem - śpiące,
Tam?! - gdzie krecie kopce czerniały na łące.
Gdzie bocian też czynił, swą służbę od rana,
A wróble stroiły, głosy do ćwierkania.
Tam?! - gdzie czajki krzykiem, goniły intruza,
Gdzie strumyk się wzbierał, kiedy przeszła burza.
Gdzie wiatr budził wierzby, graniem na fujarce,
Czas, który się toczył - nie miał liczb na miarce.
Tam?! - gdzie strachy stały, butnie w marynarce
I gdzie cepy zboże, młóciły na garnce.
Tam?! - gdzie łąka kwitła na żółto w kaczeńcach,
A strumyk wśród trawy moczył mnie po piętach.
Tam?! - gdzie zima była - od ucha do ucha,
A zamiecią wiała mroźna zawierucha.
Tam?! - gdzie sanki z góry, goniłem na brzuchu
I mrozu nie czułem, na mym gołym uchu.
Gdzie Wiosna początek, miała w moim bucie,
A zerwany guzik, huśtał się na drucie.
Gdzie młodzieńczy zapał, tryskał rumieńcami,
A wszystko co piękne? - wciąż było przed nami.
Gdzie moi rodzice, jakże byli młodzi,
/wszak młodsi ode mnie, aż pisać nie godzi/..
Tam?! - gdzie moją młodość - opieka chroniła,
Która w słusznej racji, morały prawiła.
Pośród tego piękna - zieleni i słońca,
Stóp bosych na piachu, parzących, z gorąca.
Moje myśli tkają, młodości obrazy,
W kolorach tęsknoty - bez kiczu i skazy.
Czas się jednak uparł, bym ją tam - zostawił,
Lecz mi nic nie pomógł, ani też - nie zbawił.
Jakby teleportem, jestem przeniesiony,
Gdzie Życie nie stwarza już żadnej zasłony.
Teraz włos mi zsiwiał w wędrówce do bramy,
Która kiedyś była. gdzieś poza gwiazdami.
Horyzont się skraca - oczy mniej dowidzą,
A może się patrzeć, nawet dalej wstydzą.
Choć pamięć już dzisiaj, jakby niedomknięta,
Ale młode lata! - dokładnie pamięta...
Tam?! - gdzie krecie kopce czerniały na łące.
Gdzie bocian też czynił, swą służbę od rana,
A wróble stroiły, głosy do ćwierkania.
Tam?! - gdzie czajki krzykiem, goniły intruza,
Gdzie strumyk się wzbierał, kiedy przeszła burza.
Gdzie wiatr budził wierzby, graniem na fujarce,
Czas, który się toczył - nie miał liczb na miarce.
Tam?! - gdzie strachy stały, butnie w marynarce
I gdzie cepy zboże, młóciły na garnce.
Tam?! - gdzie łąka kwitła na żółto w kaczeńcach,
A strumyk wśród trawy moczył mnie po piętach.
Tam?! - gdzie zima była - od ucha do ucha,
A zamiecią wiała mroźna zawierucha.
Tam?! - gdzie sanki z góry, goniłem na brzuchu
I mrozu nie czułem, na mym gołym uchu.
Gdzie Wiosna początek, miała w moim bucie,
A zerwany guzik, huśtał się na drucie.
Gdzie młodzieńczy zapał, tryskał rumieńcami,
A wszystko co piękne? - wciąż było przed nami.
Gdzie moi rodzice, jakże byli młodzi,
/wszak młodsi ode mnie, aż pisać nie godzi/..
Tam?! - gdzie moją młodość - opieka chroniła,
Która w słusznej racji, morały prawiła.
Pośród tego piękna - zieleni i słońca,
Stóp bosych na piachu, parzących, z gorąca.
Moje myśli tkają, młodości obrazy,
W kolorach tęsknoty - bez kiczu i skazy.
Czas się jednak uparł, bym ją tam - zostawił,
Lecz mi nic nie pomógł, ani też - nie zbawił.
Jakby teleportem, jestem przeniesiony,
Gdzie Życie nie stwarza już żadnej zasłony.
Teraz włos mi zsiwiał w wędrówce do bramy,
Która kiedyś była. gdzieś poza gwiazdami.
Horyzont się skraca - oczy mniej dowidzą,
A może się patrzeć, nawet dalej wstydzą.
Choć pamięć już dzisiaj, jakby niedomknięta,
Ale młode lata! - dokładnie pamięta...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz